Uniosłam głowę i ujrzałam zielone oczy wpatrujące się we mnie. Na widok tych źrenic zrobiło mi się słabo, a nogi całkowicie zmiękły. "Jak można mieć tak cudowne, hipnotyzujące oczy? - pomyślałam, a serce zabiło mi tysiąc razy szybciej niż zwykle. Zbliżył się do mnie tak, że nasze ciała stanowiły jedność. Jego ręce spoczęły na moich biodrach, co sprawiło że przez moje ciało przeszły ciarki. Wiedziałam, co się za chwilę stanie, czekałam na to z upragnieniem już od wielu dni. Objęłam rękami jego szyję, a ON delikatnie się pochylił, po czym subtelnie przycisnął swoje usta do moich. Zamknęłam oczy i całkowicie oddałam się temu nowemu, wspaniałemu uczuciu. Wszystko trwało zaledwie parę sekund, jednak ja czułam jakby to były godziny. Na chwilę oderwałam się od Niego, aby móc spojrzeć jeszcze raz w te oczy. Nie pozwolił mi jednak na to, gdyż od razu po tym przycisnął mnie do siebie, otulił swymi ciepłymi ramionami i złożył na mych ustach kolejny pocałunek, tym razem bardziej namiętny. Nasze oddechy znacznie przyspieszyły, jego uścisk stał się mocniejszy. Nie chciałam, żeby ta chwila się kończyła. Myślałam, że lepiej być już nie może i wtedy stało się coś, co już na zawsze odmieniło mój świat. ON odsunął się ode mnie delikatnie, po czym wyszeptał mi do ucha najpiękniejsze słowa, jakie mogłam usłyszeć:
- Kocham Cię.To było najcudowniejsze uczucie, jakie kiedykolwiek miałam okazję doznać.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam, również szeptem.
Wtedy ON uśmiechnął się do mnie a jego oczy zdawały się błyszczeć tysiącami kolorów.
W tym momencie, po raz pierwszy w moim życiu, wiedziałam że mam wszystko. Nie potrzeba mi było nic więcej, byłam po prostu SZCZĘŚLIWA. Kochałam go, kochałam całym sercem.
***
I nagle, jak gdyby nigdy nic, ODSZEDŁ. Tak po prostu. Odwrócił się i poszedł przed siebie, zostawiając mnie z tym wszystkim samą, porzucając wspomnienia o mnie. Z trudem utrzymując się na nogach, patrzyłam jeszcze, jak powoli odchodzi. Krztusiłam się od płaczu, chciałam zawołać żeby został. Nie potrafiłam. Od tego momentu coś się we mnie zmieniło. Mój uśmiech już nigdy nie był szczery, moje oczy nigdy już się nie śmiały. Odwróciłam się, lecz nie poszłam przed siebie - pozostałam w miejscu. W mojej głowie zdawało się huczeć od nadmiaru wspomnień, które przyszły w tym momencie z niesamowitą szybkością. Wszystkie zabijały mnie od środka. Nie bałam się już śmierci - błagalnie przywoływałam ją do siebie, mając nadzieję, że skróci moje cierpienie. Właściwie to nawet nie wiedziałam, jak nazwać stan w którym się znalazłam.
Upadłam na kolana i nie wiedząc kompletnie co mam dalej zrobić, przywołałam w myślach wspomnienie tych zielonych oczu. Oczu, których miałam już więcej nie zobaczyć...
Piękne.Poczułam ból bohaterki, gdy to czytałam.
OdpowiedzUsuń