niedziela, 24 lutego 2013

Niemy krzyk

       Obudziłam się, cała spocona i przerażona. Rozejrzałam się po pokoju, lecz nie mogłam nic dostrzec - jedynie ciemność, która zdawała się wnikać w moją duszę. Próbowałam krzyknąć, ale nie byłam w stanie, strach mnie paraliżował. "Gdzie ja jestem?! Co się ze mną dzieje?!" - krzyknęłam w myślach. Gorączkowo zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak się tu znalazłam i co mnie tu przywiodło. "Co ja robiłam wczoraj?..." - próbowałam sobie przypomnieć, jednak jedyne co pamiętałam to głośna muzyka i wielki szum w głowie. Łza spłynęła mi po policzku. A potem kolejna... i kolejna. "Gdzie ON jest?... Przecież byłam z Nim wczoraj, wiem że byłam"...
Po chwili wstałam z łóżka, co sprawiło mi wiele bólu, gdyż moje ciało zdawało się być całkowicie obumarłe. Wszystko mnie bolało, a głowa pękała. Zrobiłam parę kroków, po czym upadłam z wykończenia. Nie byłam w stanie nawet przejść parę metrów. "Proszę, pomóż mi..." - sama nie wiedziałam, do kogo wypowiedziałam te słowa.
Leżałam na lodowatej ziemi, próbując jakoś dojść do siebie i wtedy ujrzałam delikatny snop światła. Podniosłam się z trudem i poszłam w tamtym kierunku, choć nie całkiem wydawało mi się to dobrym pomysłem. "Nie idź tam" - usłyszałam cichy głos w mojej głowie, jednak zignorowałam go, gdyż chęć wyjścia z ciemnego pokoju była silniejsza.
Kiedy szłam w stronę owego światła, nagle stało się ono znacznie większe, oślepiło mnie, więc zasłoniłam oczy rękoma. W tym momencie usłyszałam przeraźliwy krzyk.
- NIE! - wrzasnęłam z całych sił, po czym nagle poczułam, że lecę w dół. Czułam się bezsilna, nie wiedziałam co się dzieje a moje oczy zdawały się nie należeć do mnie, gdyż za nic w świecie nie chciały się otworzyć. Postanowiłam się poddać. Jeszcze chwilę leciałam, po czym nagle poczułam mocne uderzenie. Ogarnęła mnie błogość i cisza, które zdawały się kojąco oplatać moje dotychczas obolałe ciało. A potem... Potem wszystko się skończyło, nie było już nic...


Zachęcam Was do komentowania, jestem otwarta na wszelką krytykę. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz