wtorek, 26 lutego 2013

Przeszłość powraca cz. 5

Otworzyłam powoli oczy, leżąc na czymś twardym. Podniosłam się powoli i rozglądnęłam. Początkowo nie wiedziałam, gdzie jestem, jednak po chwili przypomniałam sobie drewniany most i rzekę. Musiałam zasnąć - stwierdziłam bezgłośnie, irytując się trochę.
Po chwili stałam już na nogach i otrzepywałam się z drobinek kurzu, którymi byłam obsypana od góry do dołu. Świat wokół mnie ogarnęła ciemność, a na niebie świecił jasno księżyc. Nie wiedziałam kompletnie gdzie mam pójść, gdyż mój dom był bardzo daleko i nie całkiem wiedziałam jak mogłabym do niego dojść. Zwykle, kiedy jeździłam do Jace'a to z nim, na motorze, więc nie pamiętałam drogi.
Co ja teraz zrobię? - pomyślałam, czując się bardziej bezradnie niż zwykle.
Po dłuższym namyśle, postanowiłam iść w stronę z której przyszłam, ponieważ zostanie tutaj nie wydawało się dobrym pomysłem. Ruszyłam więc przed siebie. Nagle rozległa się melodia dochodząca z mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało imię: Caroline. Natychmiastowo odebrałam a w słuchawce rozległo się pełne złości:
- Gdzie ty się podziewasz?! Dzwoniłam chyba z tysiąc razy i nie odbierałaś! Martwiłam się, bo wczoraj nagle zniknęłaś a dziś byłam u Ciebie w domu i również Cię nie zastałam. Wszędzie Cię szukałam!
Na dźwięk poirytowanego głosu mojej przyjaciółki, mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Przepraszam, byłam... Właściwie to długa historia. - w tym momencie zauważyłam że doszłam do głównej ulicy. - jestem na Carly Street.
- Jestem niedaleko, czekaj na mnie na przystanku, niedługo przyjdę. - po tych słowach Caroline rozłączyła się.
Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę przystanku, wzdychając lekko.
Po chwili byłam na miejscu, rozglądnęłam się i usiadłam na ławce. Niedaleko mnie stały dwie dziewczyny i świergotały o chłopaku tej pierwszej, a może to tej drugiej... Sama już nie wiem, bo przekrzykiwały się jedna przez drugą.
Nagle stanęła przede mną moja przyjaciółka, podpierając się pod boki i wlepiając we mnie badawczy wzrok.
- Jak ty wyglądasz, widziałaś się w lusterku? - powiedziała nieco zbyt emocjonalnie.
- Co, nie... - odrzekłam, nie mając ochoty tłumaczyć swojego wyglądu.
- Chodź, pójdziemy do mnie. Doprowadzimy Cię do porządku, a później możemy oglądnąć jakiś film. - uśmiechnęła się delikatnie, patrząc w moje oczy. Chyba zorientowała się, że coś ze mną nie tak, bo jej wypowiedź była znacznie łagodniejsza od poprzednich.
Caroline pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy w stronę jej domu, który na szczęście znajdował się niedaleko.

1 komentarz:

  1. Coraz bardziej wciągam się w twoje opowiadanie. Widzę, że Clary ma tendencje do wpadania w kłopoty i spania w najdziwniejszych miejscach ^.^

    OdpowiedzUsuń