Obudziłam się rano z przeszywającym mnie na wskroś bólem głowy. Przez dłuższą chwilę leżałam jeszcze z głową schowaną w poduszce, jednak wiedziałam, że w końcu będą musiała wstać i stawić czoła nowemu dniu. Westchnęłam przeciągle i usiadłam na łóżku, pocierając rękami obolały kark. Rozejrzałam się po pokoju, przecierając zaspane jeszcze oczy, a po paru sekundach owinęłam się szlafrokiem i ruszyłam do łazienki.
Niedługo potem, wykąpana, stanęłam przed lustrem i zaczęłam przyglądać się swojej twarzy. Skrzywiłam się na widok okropnych cieni pod oczami i od razu zamaskowałam je korektorem mojej mamy. Na koniec nałożyłam na rzęsy maskarę i wróciłam do pokoju. Włożyłam na siebie moje ulubione jeansy i czarny dopasowany sweter.
Prześledziłam raz jeszcze wzrokiem mój pokój w poszukiwaniu telefonu, a kiedy w końcu znalazłam go pod łóżkiem, ze zdumieniem zauważyłam 5 nieodebranych połączeń od Jace'a. Przygryzłam dolną wargę, nie pozwalając sobie aby łzy kolejny raz napłynęły mi do oczu i rzuciłam telefon z powrotem na łóżko.
Po paru chwilach zeszłam na dół i zastałam na blacie kuchennym białą kartkę.
Wyszłam do pracy trochę wcześniej, będę w domu ok. 10.
Kocham Cię, Mama.
Spojrzałam na zegar ścienny w kuchni i niemal krzyknęłam - była godzina 13. Jak to możliwe, że tyle przespałam?! W tym momencie ze zdumiewającą prędkością powróciły do mnie wspomnienia poprzedniego dnia. Jace na motorze, jego ręce na moim ciele, pocałunki i... moje odejście. Cześć mnie żałowała, że zostawiła go tam samego, jednak ta silniejsza wiedziała, iż tak było rozsądniej. Ale czy aby na pewno?
Przymknęłam oczy i potarłam skronie, które niemiłosiernie mnie bolały.
Moje rozmyślania zakończył przeszywający odgłos dzwonka przy drzwiach wejściowych. Zdziwiona, uniosłam głowę i ruszyłam w ich stronę. Któż to może być? - zapytałam siebie samą w myślach.
Widok, jaki ujrzałam przed sobą po otworzeniu drzwi, sprawił, że moje serce zabiło mocniej, a oddychanie stało się dziwnym trafem trudniejsze.
Jak gdyby nigdy nic, stał przede mną Jace, z rękami schowanymi w kieszeniach, rozwichrzonymi od wiatru włosami i nieśmiałym wzrokiem skierowanym prosto w moje oczy.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, ledwo zdobywając się na jakiekolwiek słowa...
świetne *.*
OdpowiedzUsuń